Czas na Frytkową szatańską lochę.
2001 rok, Z157, 2.5 DTI w automacie.
Historia z omegami jest dosyć śmieszna, ponieważ sam nie rozumiałem nigdy co ludzie widzą w omegach ponieważ pół mojego motoryzacyjnego życia spędziłem w grupie VAG'a. Lecz po namowie mojego przyjaciela który odkąd pamiętam ujeżdżał omegi postanowiłem odkupić jego rozbite kombi, auto poskładałem i służyło mi kilka miesięcy, żeby było śmiesznie zakochałem się w niej od pierwszej jazdy. W tym samym czasie postanowiłem zacząć poszukiwania następnej omegi, typowo pode mnie. Warunkami jakie sobie postawiłem był sedan, 2.5 dti w automacie i w jak najfajniejszej opcji wyposażenia. Samochód szukałem od września ubiegłego roku i w styczniu obecnego pojawiła się taka w Chełmie, pierwszy telefon do właściciela, chwila rozmowy i już brałem urlop na następny dzień.
Trasę 450km w jedną stronę przejechałem w ciemno, wychodząc z założenia, że kto ryzykuje ten szampana nie pije.
Na miejscu zastałem Omegę od pierwszego właściciela na dodatek lekarza który naprawdę o nią dbał. Mechanicznie nie miałem się do czego doczepić, blacharsko również, nadkola, podłóżnice, progi, tylne kielichy etc wszystko bez grama korozji, jedynie gdzie zaczęła się pojawiać korozja to doły drzwi prawy tył oraz dół drzwi kierowcy. Chwila negocjacji ceny i zakup udany
Z wyposażenia:
Elektrycznie składane lusterka
Xenon
Czujniki parkowania tył
Grzane fotele
Grzana tylna kanapa
Navi, telefon
Fotele kubełkowe z elektryczną regulacją wysokości
Czarne skóry
Alarm
Tempomat, multifunkcja etc.
Kilka zdjęć z dnia zakupu
Zaraz na drugi dzień postanowiłem przerzucić lampy oraz felgi z kombiaka. Z racji, że białe felgi bardzo gryzły mi się ze srebrnym autem, została na szybko zrobiona ich "regeneracja"
Plany były ambitne, po kilku dniach zamówiłem kopie dokładki oraz lotki irmschera, pojechałem kupić koła, wybór padł na styling 132 z bmw, zamówiłem gwint a następnie skrzydła zostały mi podcięte. Chciałem brać adaptery z dystomu, po pięciu miesiącach dalej zero odpowiedzi z ich strony, na dodatek gwint który zamawiałem 3 razy za każdym razem został po czasie anulowywany ze względu na niby "brak dostępności"
Po tym wszystkim stwierdziłem, że chrzanie te tuningi, koła sprzedałem i spocząłem na laurach. Stwierdziłem, że auto zostaje w serii.
Z racji, że mam fioła na punkcie tablic rejestracyjnych i każdy z moich wozów musi mieć tablice "łatwe do zapamiętania" również Omega dostała ładne blaszki, tym razem szatańskie 666
W międzyczasie do wnętrza wleciał komplet ledów oraz mała skrzynia co by delikatnie masowało po pleckach
I to by było na tyle z szczęśliwego okresu posiadania omegi.
Auto kupiłem z dość śmiesznym przebiegiem bo 180 tysięcy, rzeczywiście w cepiku się wszystko zgadza, po książce serwisowej również, poza tym jeden właściciel był godny zaufania. Ostatnie 2 lata Omega więcej stała jak jeździła, więc jak ja zacząłem ją użytkować jak trzeba zaczęło się wysypywać wszystko po kolei.
Zacząłem zauważać dość spore ubytki w płynie chłodniczym, po kilku dniach dolewania stwierdziłem, że trzeba znaleźć przyczynę, zrzuciłem plastiki nad pasem przednim i ukazał mi się widok ulanej chłodnicy egr'u. Dokładniej pęknięta złączka od węża. Mówię kurcze, łatwa robota, jutro jadę po części i temat z głowy. No i niestety kolejny płaski na twarz, brak dostępności węża w zamienniku, brak dostępności w używkach, aso Opla też brak. Mówię Mati myśl, przecież pod maską masz M57 z BMW, kierunek aso Bawarii. Wąż na miejscu, całe 120 zł. Wymiana 5 minutek i temat z głowy.
Z racji, że był to okres zimowy na drugi dzień poszedłem 20 minut przed zakończeniem pracy odpalić sobie omegę co by się nagrzała do momentu mojego wyjścia. Wracam i zdziwienie, pod autem kałuża, mówię bankowo zaś wąż od wody rozwaliło.. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłem, że to jednak nie płyn a olej..
Szybka kontrola poziomu oleju i ogień na garaż. Po zrzuceniu górnej osłony okazało się, że wszystko pływa w oleju, motor zarzygany z każdej możliwej strony.
Okazało się, że olej poszedł najsłabszymi punktami czyli uszczelka pod deklem oraz uszczelką kolektora dolotowego.
Z racji, że uszczelke dekla musiałem wymienić trzeba było zrzucić kolektor, wtryski etc.
Piec z automatu dostał nową uszczelkę dekla, nowe uszczelki kolektora, nowe przelewy, podkładki pod wtryski etc.
No i najważniejsze, dostał całą nową odme wraz z filterkiem. Odma była również przyczyną wywalenia oleju, nikt tego filterka nigdy nie wymienił bo jego grubość i stan były grubo ponad wszystkim normami.
Wszystko złożone, to jazda dalej, na drugi dzień zaczęła mi się palić kontrolka ładowania, mówię bankowo regulator. Alternator zrzucony, regulator wyciągnięty. Jeden z bolcy pęknięty, drugi zniknął. Wałek od alternatora również się do niczego nie nadawał więc Omega dostała nowy alternator, wszystkie nowe paski i wszystkie nowe rolki.
Po tygodniu czasu znowu zaczęły się cyrki, tym razem podczas hamowania, kierownica się wyrywała z rąk i auto ściągało na barierki. Nauczony doświadczeniem po poprzedniej omedze stwierdziłem w ciemno, że bankowo szlag trafił tuleje na wahaczach więc z automatu poszły poliuretany. Efekt? Wszystko jak ręką odjął.
W międzyczasie położyłem też komplet nowych podciśnień oraz umyłem silnik po poprzednich robotach.
Kolejne kilka dni jazdy i nagle wydech po odpaleniu rano zaczął głośno chodzić. Pierwsza myśl, wycięli mi w nocy katalizator, ale zaraz zaraz, przypomniałem sobie, że sam to zrobiłem drugi dzień po zakupie
Po wyjściu z samochodu okazało się, że dźwięk dobiega z komory, chwila szukania i okazało się, że pękła rurka od egr'u. Szybkie załatwienie gratów i temat z głowy.
Auto dalej wiodło sobie żywot typowego daily, dostało dwururkę z nierdzy ale końcówki wyszły nam trochę za długie, muszę to skrócić w najbliższym czasie. Udało się dorwać ori relingi etc.
W międzyczasie przewinął się jeszcze dawca kilku gratów do omegi mojej i mojego przyjaciela.
Dwa tygodnie temu wpadły letnie gumy, mianowicie Uniroyal Rainsport 5. Zamówiłem kit obniżający -40 mm TaTechnix, komplet amory i springi oraz nowe tarcze i klocki przód oraz tył z ATE. Przy okazji zrobiłem jej generalne czyszczenie wnętrza.
No i nagle coś znowu mi się odkleiło. Z racji tego, że przedni zderzak nadawał się do lakierowania przymierzyłem dokładkę która leżała 4 miesiące w bagażu, stwierdziłem, że skoro maluję przedni zderzak to od razu pomaluje dokładkę. Przy okazji przymierzyłem czarny grill który gdzieś mi tam leżał z poprzedniej sztuki.
Zderzak z dokładką poszedł do lakiernika a ja zaczynam pluć sobie w brodę, że od razu nie zamówiłem gwintu oraz, że kupiłem opony na 17stki zamiast kupić jakieś 18/19.
Zobaczę ile się uda zejść na kicie, przymierze 19stki żeby wiedzieć ile jest japy i wtedy podejmę decyzję czy zamawiam gwint na sam przód a na tył kładę betony czy zostaje jak jest i zmieniam tylko koło.
Obecnie czekam na czarne bixy oraz szukam grilla bez znaczka.
Z lotki z laminatu zrezygnowałem ponieważ za cholere nie idzie tego spasować więc trzeba szukać ori Irka.
Szukam jeszcze dokładki na tył stz, więc gdyby ktoś chciał się pozbyć to może do mnie śmiało atakować
Z najbliższych planów to tak jak napisałem wyżej
-bixy
-Grill bez znaczka
-zawias i koło
-Położenie nowych przewodów hamulcowych + elastyki w stalowym oplocie - wszystko już czeka do założenia
-Malowanie skór ponieważ spękała skóra na przednich fotelach
-Ogarnięcie dołów drzwi oraz pełna konserwacja podwozia
-Zmiana głośników na komplet audio systemów
-Soft, niestety dwóch tunerów mi się już poddało gdy okazało się, że trzeba lutować sterownik
Pomysłów mam sporo, chęci również, będę się starał uzupełniać temat na bieżąco
Pozdrawiam!